wtorek, 24 stycznia 2023

Moja podróż w głąb mrocznego lasu, gdzie zimno i zgryzota przemienia się w nadzieję i moc

                                         Szary, wilgotny śnieg, szary, wilgotny świat.
Śniegowa mgła topniejącej czarno-białej brei zalewa ciemno-brązowe kikuty bezlistnych drzew. Już tak dawno nie było słońca..
Wyglądam za okno, ah, jak tęsknię za zielenią i za życiem latającym, ćwierkającym, bzyczącym...nawet za tym gryzącym, co później zostawia swędzące bąble. 
Wyjdę do lasu, poszukam piękna, ono jest, to tylko ja go nie widzę.


 Myślę sobie, odwiedzę Moje Miejsce...bo jest takie miejsce niedaleko domu, które jest nazywane cennym siedliskiem. Park Kozubowski jest suchy, w nielicznych miejscach jednak zdarzają się kotlinki, które tworzą las wilgotny. Rezerwuar wody. Takie jest właśnie to miejsce. Zawołało mnie, bym się nim zaopiekowała, gdy pierwszy raz tam trafiłam ziemia i oczko wodne dosłownie tonęło w śmieciach. Nie wiedziałam, że to jeszcze nie wszystko....
Gdy tylko się zbliżyłam, już poczułam, że coś jest nie tak. Ktoś tu był. Ktoś obcy. Podeszłam do drzew...cała kotlinka pozaznaczana kropkami. Każde drzewo do wycięcia. Po tej masakrze nie zostanie nic. Te drzewa upadając zmiotą młodnik. To Święte, zaciszne miejsce zostanie zrównane z ziemią. Dla zysku. Bez litości. No marcy.  Dla Eskulapa nie istnieje nic po za jego ogonem, którego zjada. Zapłakałam. 


Zrozumiałam, że nie ważne na jak głęboką i daleką wieś się wyprowadzę, jak bardzo bym chciała uciec, nie ucieknę. Ten proces dotyczy mnie, ciebie, każdego z nas. My wszyscy musimy to przeżyć. Każdy z nas na swój sposób. Czas, gdy wszystko, co kochaliśmy,  jest nam odbierane, czas gdy wszystko się psuje, upada, umiera, jest bezczeszczone. Bo nie ma świętości w świecie Eskuapa. Mamona , żołądek i zimne, wężowe serce.
Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią... 
Ale gdy tylko ta fala smutku przepłynęła,  gdy ostrza gniewu i bezsilności podziurawiły mnie na wskroś, cichy, lecz zdecydowany głos przemówił prosto z mojego serca. 
To była sama Gaia, Matka. A  powiedziała to:
 " Nie płacz, córko. To musi się wydarzyć, te drzewa są przepełnione toksyną, są napełnione światem, który odchodzi. One muszą zostać wycięte, aby mogło nastąpić nowe, aby mogły przeżyć odrodzenie.. Te, które pojawią się tu po nich nikt już nie wytnie. Twoim zadaniem jest się opiekować tym miejscem teraz i po tym, co się tu wydarzy. Energią miłości i opieki, która z niej wynika ta kotlinka stanie się piękniejsza, niż kiedykolwiek, Nic nie umiera na zawsze. Nic nie umiera na prawdę, a odradza się ze zgliszczy ."




Pokrzepiona i wzmocniona, ale nadal przygnębiona i smutna, ruszyłam  w drogę powrotną do domu. Tak, wiem co chcę zrobić...tak, zasadzę piękny las polskich drzew-pionierów, aby ich siewki mogły ukorzenić się w zdegradowanej glebie nieuprawianych pól przyszłości. Tak, chcę, aby nam i stworzeniu było łatwiej. Dziś i w przyszłości. Nie tracę nadziei. I biorę odpowiedzialność.
Roha

Piosenka o Eskulapie
Paprodziad Imperium

Cykliczność. Wieczność. Ruch w bezruchu.

 Cykliczność... Dziś, w ten mokry i dość chłodny, sierpniowy dzień, obserwuję, jak nieliczne z powodu zimnej, wietrznej wiosny owoce teraz g...