środa, 30 listopada 2022

Dlaczego taka nazwa? Czyli słów kilka o Dzikiej Róży



Witaj czytelniku !
Dziś piszę ten post, bo zapragnęłam podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami na temat nazwy, którą spontanicznie, pewnego dnia nadałam naszemu miejscu. Jeśli Cię to interesuje, to przejdź dalej :)

                                                                    

Dzika róża 


Jest to roślina lecznicza, jadalna i pospolita w naszym kraju. Każdy z nas zna ją i ceni, a mi  myśl o niej przynosi wspomnienia zapachu jej kwiatów i widok urabiających się przy nich bąków oraz pszczół. Czerwień owoców zaś skłania mnie do zbiorów, aby robić z nich zimowe konfitury, herbaty. Widzę w niej tę wspaniałą roślinkę, która mnie wzmacnia i leczy.
Takie są też intencje i moje wyobrażenia, co do funkcji, jakie ma spełniać moje gospodarstwo. Płody ziemi mają wzmacniać i leczyć. Nie tylko mnie, nie tylko tego, który zapragnie je nabyć, ale i samą przestrzeń wokół. To gospodarstwo swoim ukształtowaniem ma wzmacniać i leczyć pokiereszowaną naturę. Bioróżnorodność i wielorakość biotopów,  które zbuduję, a ten blog mi tego światkiem ma wzmacniać życie dziś, za 20 i  100 lat, jak i już wtedy, gdy nikogo tu nie będzie. Tutaj będzie miejsce, skąd rośliny będą mogły się rozprzestrzeniać w stronę pól, które kiedyś, gdy już nie dadzą rady dłużej znieść monokultury, zamienią się w nieuprawiane łąki.
Takie jest dalekosiężne dążenie i w tym duchu będziemy tworzyć nasz ogród. 
Dzika róża jest też niesamowicie żywotna i niewybredna co do warunków stanowiskowych. Bije od niej jakby aura sympatii dla człowieka i zwierząt. Ma silny system korzeniowy, a posadzona w odpowiednich miejscach tworzy z czasem naturalny płot chroniący przed intruzami. Za żywopłotem z róży można czuć się bezpiecznie :)
 Moja córka ma na imię Róża,  a patronką jej imienia jest właśnie rosa canina, dzika róża, z powodu jej dwojakiej natury- kwiatów i kolców. Jedną z moich rodzicielskich wyzwań, jakie przed sobą postawiłam jest pokazać jej,  jak chronić swoje wewnętrzne piękno i medycynę, jak nie dać się z nich ograbić, gdy na drodze stanie ktoś lub coś.  Pragnąc uczyć ją, uczę siebie. Taki to piękny i trudny dar bycia rodzicem. Imię to jest niejako talizmanem, który daliśmy jej w prezencie.
 
A więc, jak widzisz, drogi Czytelniku, Dzika Róża  stale mi towarzyszy, mocno na mnie wpływa. Jest inspiracją i rośliną-przyjacielem. Jest jej ogrom na ponidziu. Oj, będzie miała swoje miejsce w moim ogrodzie;) Dziękuję Ci, jeśli dotarłeś do końca tego tekstu. Ciekawa jestem, jak na Ciebie wpłynął...a być może zainspirował Cię do odkrycia swoich roślin-przyjaciół?... :)
Daj znać!
                                                                                                                     Pozdrowienia, Roha


czwartek, 24 listopada 2022

Witajcie na blogu Siedliska Dzikiej Róży!

            Nasza przygoda dopiero się zaczęła, a każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku...

Nazywam się Agata, ale w tej przestrzeni będę mówić o sobie Roha.
Urodziłam się na pomorzu, tam przeżyłam całe dotychczasowe życie, tam poznałam Tatę Róży, tam urodziłam ją. I wyjechaliśmy. 
Do świętokrzyskiego.
Na małą, jakby zatrzymaną w czasie wieś.
Ah....gdyby nie ta Anastazja, nadal siedziałabym w mieszkaniu marząc o życiu tu, gdzie teraz jestem, tu...na moim hektarze, w drewnianym domku przy lesie. Brzmi bajecznie i takie jest, ale, jak to w każdej baśni bywa, bohater ma do pokonania szereg przeszkód, które jednak są po to, by go kształcić i wzmacniać, przeszkód, które są nasycone sensem i prawie że metafizyczną owualą.

Intencją, z jaką otwieram tego bloga jest przekazanie dalej ducha tym, którzy miotają się jeszcze, nie wiedzą jak i gdzie, boją się, szukają inspiracji i wsparcia. Ducha, z którym skoczyliśmy w nieznane, porzuciliśmy komfort, bezpieczeństwo i zaczęliśmy żyć. Oj...pierwsze 3 miesiące to było prawdziwe starcie z lękiem o przetrwanie, kilka razy otarcie się o śmierć, bo nie znaliśmy tutejszych zagrożeń, 
ja, trójmiejska dziewczyna nagle na zapomnianej wsi gdzieś pod Pińczowem z małym dzieckiem i mężem. Ale żyję, chroniona i zaopiekowana przez Boga, który uwielbia odważnych,  a moja dusza nasyca się każdym dniem pięknem otaczającego mnie świata natury,  ciało wzmacnia dzięki pracy fizycznej nasączonej pasją tworzenia swojej przestrzeni i życia.
Kolejną intencją, z jaką zakładam tę stronę jest pragnienie łączenia się w społeczność z tymi, którzy już wykonali ten ruch i zdecydowali się pójść w sukurs współczesnemu trendowi kulturowemu, bo nie tylko o materii będzie tu mowa. Permakultura to sposób życia i działania, nie tylko ogródek.
Pragnę się podzielić swoimi przemyśleniami na temat świata, wychowania, człowieczeństwa...
Dlatego zapraszam Cię, drogi Czytelniku do internetowej przestrzeni Gospodarstwa Dzikiej Róży, mam szczerą nadzieję poznać Cię i wspólnie wzrosnąć.
Aho!
Poniżej kilka zdjęć z naszego świata







Cykliczność. Wieczność. Ruch w bezruchu.

 Cykliczność... Dziś, w ten mokry i dość chłodny, sierpniowy dzień, obserwuję, jak nieliczne z powodu zimnej, wietrznej wiosny owoce teraz g...